Badania profilaktyczne. Superlornetka, radar i piersi w 3D.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wojnie i oglądamy przy pomocy radaru pole bitewne. Widzimy coś niepokojącego - albo to puste puszki, czyli niegroźna torbiel, albo snajper, czyli rak - radiolog Krzysztof Koziełek* tłumaczy, jak działa nowoczesny sprzęt do badań profilaktycznych i wykrywania nowotworów piersi

Badania przesiewowe, szkolenia dla lekarzy, rozbudowa szpitala i krucjata przeciwko śmieciowemu jedzeniu, którą poprowadzi znany kucharz Pascal Brodnicki - tak w skrócie wygląda projekt walki z rakiem „Wielkopolska Onkologia”*, który od kwietnia prowadzi Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego. To największy projekt onkologiczny w kraju. W jego ramach lecznica kupi też nowoczesny sprzęt medyczny do wykrywania raka.
Sylwia Sałwacka: Co nam da mammograf cyfrowy za 1,5 mln zł i aparat do USG z elastografią za ok. 700 tys. zł?
Lek. med. Krzysztof Koziełek, radiolog: Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wojnie i oglądamy pole bitewne.
Tym polem jest pierś?
- Mammografia to radar, a USG to lornetka. Załóżmy, że na radarze widzimy duży obszar - całą pierś. Pusto, nic się nie dzieje, znaczy - pacjentka jest bezpieczna. Ale nagle pojawia się podejrzany obraz - powiedzmy, jakieś krzaki i jeszcze coś za nimi. Co to jest? Nie zawsze mammografia daje odpowiedź. Wiele zależy od budowy piersi. Wtedy bierzemy lornetkę i wykonujemy USG. Ustalamy ostrość, odległość, czyli głębokość, częstotliwość fali ultradźwiękowej...
I co widzimy?
- Za krzakami mogą leżeć puste puszki - pamiątka po turystach, czyli na przykład niegroźna torbiel, ale może też stać snajper, czyli rak. Problem polega na tym, że USG też obarczone jest błędem. Czasem znajdujemy podejrzanego typa, ale nie jesteśmy przekonani, czy to jest coś złego. Wiele zmian w obrazie radiologicznym wygląda niejednoznacznie. Niektóre są np. bardzo małe. To tak jak z ludźmi - nie z każdego urwisa wyrośnie kryminalista i nie każde grzeczne dziecko będzie porządnym człowiekiem.
Ale większe zmiany też budzą często wątpliwości.
- Na przykład torbiel, z której wchłonięty został płyn i została tylko gęsta treść tak jak w długo gotującej się zupie. Są też zmiany głęboko położone, których nie widać dobrze na obrazie. Czasem obserwujemy jedynie zaburzenie struktury i wiemy tylko tyle, że nie jest to normalna tkanka. Ale co to jest? Tego nie dowiemy się, zanim nie wykonamy ostatecznie biopsji. Niestety, biopsja nie jest obojętna dla organizmu, narusza tkanki. Jest stresująca dla pacjentki. Poza tym to kolejne koszty. Dlatego wymyślono USG z elastosonografią, który pozwala ocenić elastyczność tkanki i uniknąć w wielu przypadkach niepotrzebnej biopsji.
Elastosonografia potrafi ocenić sprężystość zmiany i na tej podstawie wykryć raka. Jak to działa?
- Cechą charakterystyczną raka jest twardość. Większość nowotworów jest „zbita”. Są dwie metody oceny sprężystości tkanki: uciskowa oraz fali poprzecznej.
W metodzie uciskowej radiolog wywołuje malutki ucisk głowicą USG na pierś - delikatnie ugniata ją i rozpręża. Wywoływany nacisk jest mniejszy niż w normalnym badaniu USG. Wynik uzyskuje się szybko i jest dokładny, ale poglądowy, czyli względny. W drugiej metodzie głowicę trzyma się nieruchomo, a urządzenie samo generuje niewielki impuls. Na tej podstawie komputer może precyzyjnie obliczyć sprężystość lub prościej twardość zmiany. Elastyczność widać też na ekranie ultrasonografu.
Jak wygląda na ekranie rak?
- Niegroźna zmiana, np. torbiel w elastosonografii jest kolorowa. Kolory układają się warstwami: niebieska, zielona i czerwona. Zmiany nowotworowe są natomiast niebieskie. Najbardziej podejrzane są te o granatowym zabarwieniu, z niebieską obwódką. Nowotwór powoduje obrzęk przyległych tkanek, nacieka też je i to jest właśnie ta niebieska obwódka.
To samo USG posiada również głowicę do wykonywania automatycznej objętościowej ultrasonografii piersi (ABVS). Dzięki jej użyciu powstaje zapis całego badania, a nie tylko obrazek wybranej zmiany, jak w tradycyjnym USG. Głowica nie tylko zapisuje badanie, ale i tworzy obraz 3D dla całego badania. To może znacznie usprawnić diagnostykę. Obrazy wprawdzie nie są tak spektakularne jak w filmach 3D, ale pokazują zmianę i to, jak ona wpływa na otaczające tkanki.
W Polsce są na razie tylko dwa takie aparaty. Pierwszy kupiło Centrum Onkologii w Gliwicach.
Mamy też zatem superlornetkę, ale i superradar do walki z rakiem piersi. Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego właśnie zakupił nowy mammograf cyfrowy z opcją tomosyntezy. Co to jest?
- Tomosynteza to badanie trójwymiarowe, które pozwala ocenić bardziej precyzyjnie zmiany w piersi. W normalnej mammografii obrazy nakładają się na siebie. Jak w zabawie w cienie - czasem dwa zajączki na ścianie zlewają się w jedno. Przez zsumowanie obrazów zwykła mammografia w pewnych sytuacjach - zwłaszcza u kobiet z gęstą tkaną gruczołową, czyli u kobiet młodszych, lub u kobiet, które zażywają hormonalną terapię zastępczą - niesie ze sobą ryzyko otrzymania wyniku fałszywie dodatniego. Może też okazać się zbyt mało czuła w wykrywaniu zmian nowotworowych w ich wczesnym etapie. Prawidłowa tkanka na zdjęciu może wyglądać jak guz bądź też zdrowa tkanka może zasłaniać raka.
Tomosynteza pokazuje przekroje z kilku miejsc. Wracając do teatrzyku cieni: radiolog zamiast zgadywać z cieni rzucanych na ścianę, może obejrzeć przedmioty, które ten cień rzucają. Trójwymiarowy obraz powoduje, że raka łatwiej znaleźć. Co ważne, bez konieczności zwiększania dawki promieniowania.
Nowy aparat ma mieć również funkcję mammografii spektralnej.
- To kolejna świetna metoda uzupełniająca diagnostykę raka piersi. Do tej pory mammografia oceniała tylko wygląd zmian, nie mogąc nic powiedzieć o jej funkcji. Tu podobnie jak w życiu, elegancko ubrana osoba może być mordercą. Mammografia spektralna pozwala ocenić unaczynienie zmiany, podobnie jak to czyni rezonans magnetyczny.
To takie ważne?
- Rak jest bardzo głodny. Rośnie i żre - żre wszystko, na co natrafi. Żeby się dzielić, potrzebuje tlenu i cukru. Do tego potrzebne są mu własne naczynia, dlatego raki piersi w znamienitej większości są nadmiernie unaczynione.
W badaniu mammografii spektralnej - tak jak przy tomografii komputerowej - radiolog podaje pacjentce środek kontrastowy, czyli płyn, który pozwala pokazać naczynia. W zwykłej mammografii kontrast nie jest widoczny. Ale mammografię spektralną wykonujemy w inny sposób, używając innej energii. Pozwala na to specjalna dwuenergetyczna lampa.
Działa podobnie jak lampa UV, którą śledczy włączają, by uwidocznić w miejscu zbrodni plamy krwi. My też musimy użyć innego światła, by pokazać krew i miejsca nadmiernie unaczynione. Dzięki temu lepiej rozróżniamy zmiany podejrzane od łagodnych.
Podam przykład: bywa, że guz jest duży i już przed operacją - by go zmniejszyć - podaje się pacjentce chemioterapię. Po chemii czasami zmiana staje się niewidoczna. Na obrazie w zwykłej mammografii radiolog nie widzi nowotworu, ale on tam dalej jest. Albo odwrotnie - widzi zmianę, ale jest to już truchło raka. Dzięki spektralnej mammografii możemy zdecydować, czy pacjentce należy podać kolejną chemię, czy już nie. To bardzo istotne w leczeniu.
Sylwia Sałwacka
*lek. Krzysztof Koziełek - specjalista z zakresu radiologii. Pracuje w dziale diagnostyki obrazowej w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego. Prywatnie i zawodowo wielbiciel nowych technologii. Od 10 lat specjalizuje się w diagnostyce raka piersi. W projekcie „Wielkopolska Onkologia” odpowiada za modernizację i rozbudowę działu diagnostyki obrazowej.
Serwis na swoich stronach www wykorzystuje m.in. pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Jednak zawsze możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
Zamknij